
Najlepsi gimnastycy powalczą w Gdańsku o medale Mistrzostw Polski i Puchar Polski!
18 czerwca 2026
Dwa medale Liliany Lewińskiej na zawodach World Challenge Cup w Pekinie
22 czerwca 2026W tym roku przypada 30-lecie Centralnego Ośrodka Szkolenia w Gdańsku. Z tej okazji o historii, trudnych początkach i złotych medalach rozmawiamy z Ireneuszem Nawarą – Prezesem Honorowym Polskiego Związku Gimnastycznego i jednym z twórców sukcesów, które na stałe wpisały się w historię polskiego sportu gimnastycznego.
Panie Ireneuszu, zacznijmy od początku. Jak w ogóle rozpoczęła się Pańska przygoda z gimnastyką?
Ireneusz Nawara: Wszystko zaczęło się w szkole podstawowej na SKS-ie, czyli na sportowych zajęciach pozalekcyjnych. Kilkukrotnie byłem mistrzem Warszawy w gimnastyce w układach szkolnych. Zauważył mnie trener i wyrwał ze szkoły podstawowej. Trafiłem do klubu sportowego AZS AWF Warszawa na pełny trening gimnastyczny. Spędziłem tam kilka lat, zdobywając wielokrotnie mistrzostwo Polski w różnych kategoriach wiekowych.
Później los sprawił, że przeszedłem do Legii. Będąc w Legii, nieprzerwanie znajdowałem się w reprezentacji Polski. Kilkukrotnie sięgałem po mistrzostwo Polski na przyrządach i w wieloboju.
Niestety niewiele zabrakło, a pojechałby Pan na igrzyska olimpijskie do Monachium.
Ireneusz Nawara: Dokładnie trzy dni przed igrzyskami nabawiłem się poważnej kontuzji kolana na treningu. Straciłem wielką szansę, nie mogłem chodzić ani się ruszać. Do dzisiaj odczuwam skutki tamtego urazu, ale cóż – trzeba było zamknąć ten rozdział i iść dalej.
Zostałem trenerem w Legii, później trenerem kadry narodowej. Przez cały czas działałem w Polskim Związku Gimnastycznym, w Radzie Trenerów, aż w końcu zostałem prezesem. Sprawowałem tę funkcję przez cztery kadencje.
Pełnił Pan również funkcję dyrektora sportowego. To wtedy podjął Pan decyzję o powołaniu Centralnego Ośrodka Szkolenia w Gdańsku. Dlaczego postawił Pan akurat na to miasto?
Ireneusz Nawara: Wiedziałem jedno: najważniejszym ogniwem w sporcie jest trener. Jeśli trener nie potrafi, to zawodnik też nie będzie potrafił – sam z siebie się nie nauczy. Rozrzucenie systemu szkolenia po całej Polsce nie miało najmniejszego sensu. Trzeba koncentrować wszystkie siły i środki – zawodnika, trenera, sprzęt i warunki finansowe – na najlepszych.
Gdańsk wybrałem dlatego, że na obiektach Akademii Wychowania Fizycznego miałem wokół siebie kadrę ludzi, którzy mogli mnie wesprzeć merytorycznie. Byli tam świetni działacze i trenerzy, tacy jak Józef Karniewicz. Ściągnąłem z Ukrainy wspaniałego fachowca, pana Andreia Levita, który pracował tam z bardzo zdolnym młodym zawodnikiem. Zaczęliśmy od zera 30 lat temu i krok po kroku doszliśmy do rezultatów najwyższej próby.
Mówimy o sukcesach międzynarodowych, w tym o medalach olimpijskich Leszka Blanika – brązowym w Sydney (2000) i złotym w Pekinie (2008). Jak budowało się ten ośrodek od kulis? Czy były trudności, które hamowały działania?
Ireneusz Nawara: Wymagało to ogromnej determinacji i jasnej wizji. Jako prezes miałem pełną odpowiedzialność i możliwość podejmowania kluczowych decyzji w sposób zdecydowany. Wiedziałem, do jakiego celu dążymy. Dobrałem odpowiednich ludzi do współpracy, którzy mnie wspierali, i po prostu robiliśmy swoje, konsekwentnie realizując plan.
Skupialiście się na szkoleniu wielobojowym, czy raczej na pojedynczych przyrządach?
Ireneusz Nawara: Wiedzieliśmy, że w wieloboju będzie ciężko, dlatego prowadziliśmy szkolenie ukierunkowane. Leszek Blanik skupiał się na skoku, Łomiński i Prażmo na kółkach czy poręczach. Wdrażaliśmy najtrudniejsze skoki, jakie wówczas wykonywano na świecie. Jeden ze skoków Leszka wszedł nawet na stałe do kanonu światowej gimnastyki. Sztuką było znaleźć chłopaka, który to potrafi, zmobilizować ludzi i przygotować go na granicy ryzyka.
Czy uważa Pan, że scentralizowane ośrodki to klucz do sukcesu w gimnastyce?
Ireneusz Nawara: Taki model w dyscyplinach indywidualnych o wysokiej trudności technicznej doskonale się sprawdza. Trzeba koncentrować się na wysokiej kulturze ruchu i wysokiej kulturze treningu. Nie można rozpraszać siły kadrowej – trenerów, zabezpieczenia medycznego i samych zawodników, którzy muszą zbierać się w jednym miejscu, by wzajemnie się wspierać.
Co chciałby Pan przekazać osobom, które 30 lat temu rozpoczynały pracę w Ośrodku Szkolenia Centralnego w Gdańsku, a dziś świętują jego jubileusz?
Przede wszystkim chciałbym życzyć im jak najwięcej zdrowia i zachowania fizycznego potencjału, jaki można zachować w określonym wieku. Zawsze wspierajcie tych, którzy zaczynają swoją przygodę w sportach gimnastycznych, bo to ogromny wysiłek!
A czego życzyłby Pan młodym zawodnikom, trenerom i działaczom, którzy stawiają pierwsze kroki w tym sporcie?
Ireneusz Nawara: Najmłodszym życzę ogromnej wytrwałości i systematyczności. To są cechy decydujące. Należy systematycznie się szkolić, wytrwale koncentrować wysiłek na swojej robocie, optymistycznie myśleć i iść przez to z wiarą.
Rozmawiał: Krzysztof Gostomczyk
Fot. Grupa z Ośrodka Szkolenia Centralnego w Gdańsku









